Wojny ciąg dalszy

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest ponownie profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, kilka tygodni temu rozmawialiśmy w programie o premierze książki, którą przygotował zespół pod pańskim przewodnictwem, a która dotyczy historii wojny polsko – japońskiej. Nasi radiosłuchacze wysłali do nas wiele listów z prośbami o kolejne fragmenty książki. Teraz, gdy jesteśmy już po premierze i doskonałych recenzjach tego dzieła, możemy zdradzić coś więcej naszym radiosłuchaczom?
– Dziękuję za miłe słowa i jakże pozytywne przyjęcie naszej książki. Wydawnictwo już musiało zlecić dodruk, który wykonuje doskonała drukarnia w województwie krymskim, prowadzona zresztą przez Tatarów.
– Rzeczpospolita zawsze była państwem zamieszkiwanym przez wiele narodowości.
– To prawda.
– Co zatem mogą usłyszeć nasi słuchacze?
– Będziemy kontynuować relację korespondenta wojennego dziennika Asahi Shimbun, pana Toyotomi Hidedaty, który towarzyszył oddziałowi porucznika Noriakiego Kasai.

Od ostatniego starcia z Polakami minął już prawie tydzień. Uczciliśmy naszych chwalebnych poległych stawiając im niewielkie ołtarzyki i zapalając kadzidełka. To naprawdę cud, że kilka z nich udało się przetransportować aż tutaj. Jesteśmy tak daleko od Japonii, że czasem trudno jest z dostarczaniem amunicji, jedzenia czy lekarstw. Nasi żołnierze są jednak gotowi na wszelkie niewygody, unoszeni opiekuńczym duchem Cesarza i wiarę w niezwyciężoną armię cesarską. Wczoraj przy ognisku grupa szeregowców spierała się jak bardzo źle walczą biali. Jedni mówili, że tak źle jak Filipińczycy, inni, że gorzej niż pijani Chińczycy, a jeden nawet ośmielił się porównać ich zdolności walki do ślepego i kulawego mnicha. Uciszył ich jednak sierżant Mifune, który zabronił dalszego lekceważenia nieprzyjaciół. Gdyby tak było w rzeczywistości, to nie musielibyśmy chować szeregowych Tagetto, czy Murakiego, a także sierżanta Nobunagę. Po interwencji Mifune nikt już nic nie mówił, pozostało tylko patrzeć się na smętnie wędrujący ku górze płomień ogniska. To było ostatnie ognisko jakie udało się zapalić przez następne kilka dni.

Rano lunął deszcz. Intensywny i potężny, można powiedzieć, że to nie krople, ale całe strugi, wiadra wody spadały nam na głowę. Każdy chował się jak tylko mógł, rozwijając swoje płaszcze albo koce między wbitymi w ziemię kijkami. Padało jednak tak mocno, że i to przeciekało. Niestety pogoda unieruchomiła też czołg chorążego Mizushimy, czekaliśmy na transport z dywizji, który może wyciągnąć go z błota, w jakie zamieniły się okoliczne drogi. Tylko dzięki największemu poświęceniu załogi można było ruszyć do przodu naszą haubicę.

Około południa porucznik Kasai otrzymał informację, że zwiadowcy wykryli nieprzyjacielski konwój sztabowy i że musimy natychmiast wyruszyć, gdyż być może uda się przejąć wrogie dokumenty. Nie mieliśmy być sami, do zadania wyznaczono również pluton sojuszników z Sybiristanu. Nasi żołnierze mówili na nich „wpieriody”, bowiem prawie na każdą sytuację na polu bitwy reagowali słowami „wpieriod” i szli do przodu. Uważaliśmy ich za marnych żołnierzy, ale mimo tego potrafili oni utrzymać w sprawności swój czołg, którego armata była znacznie potężniejsza niż jakakolwiek nasza, zwłaszcza przeciwko pancerzowi.

Ruszyliśmy do przodu między strugami deszczu, „wpieriody” po naszej prawej. Zwiadowcy donieśli, iż nasza artyleria ostrzelała konwój i pośród wraków mogą znajdować się dokumenty, które chcemy uzyskać. Co oczywiste przeciwnikowi na pewno też zależało na ich przejęciu.

Porucznik Kasai zdecydował się wysunąć do przodu naszego nowego snajpera, a także dwie drużyny piechoty. W piechocie zaszły zmiany organizacyjne, drużyny oprócz rkm’u, otrzymały po moździerzu. Porucznik uznał, że lepiej rozdzielić je po równo, niż trzymać razem w jednej drużynie. Byłem pełen podziwu dla jego błyskotliwości.

Zauważyliśmy płomień jednego z transporterów, drugi dopalał się na przeciwko „wpieriodów”. Nasza piechota ruszyła żwawo do przodu, gdy po drugiej stronie drogi pojawił się Daimler Dingo – brytyjski wóz pancerny. Sierżant Mifune już miał okazję spotkać się z tym pojazdem, stwarzał on bardzo duże zagrożenie. Porucznik Kasai kazał podciągnąć ku liniom naszą haubicę i wtedy rozpoczęła się wymiana ognia. Daimler bardzo sprytnie manewrował i zasypywał naszych ludzi ogniem, ponieśliśmy pierwsze straty. Po prawej stronie również było słychać intensywną wymianę ognia – „wpieriody” włączyły się do walki.

Wkrótce za Daimlerem pojawił się Bren Carrier, z którego wysiadł desant Brytyjczyków. Opanowali oni punkt, w którym spodziewaliśmy się znaleźć dokumenty. Porucznik Kasai nie zraził się pierwszym niepowodzeniem, lecz rzucił do ataku trzecią drużynę piechoty – rekrutów kaprala Misugi. Aby podnieść ich morale samemu również ruszył na linię frontu. Pojawienie się żołnierzy Misugiego zmusiło nieprzyjacielskiego Daimlera do odwrotu, ale piechota twardo trzymała się za umocnieniami, ostrzeliwując naszych i zadając kolejne straty. Sytuacja była bardzo poważna, zwłaszcza, że po drugiej stronie drogi pojawił się Cromwell! Nasza haubica próbowała się wstrzelać w ten ciężki czołg, ale bez efektu.

Gdy wydawało się, że sytuacja była beznadziejna – ostrzeliwani w lesie przez Daimlera i czołg żołnierze nie byli w stanie się ruszyć, akcje rozpoczął kapral Misugi. Głośnym okrzykiem „banzai!” poderwał swoich żołnierzy do szarży. Mimo ostrzału Brytyjczyków dopadł ze swoimi żołnierzami okopów i wyrżnął wszystkich obrońców. Stanowisko i dokumenty zostały zdobyte! Od strony rosyjskiej również nadchodziły pomyśle wieści, choć słyszeliśmy też potężny ostrzał artylerii, zapewne polskiej.

Kapral Misugi poszedł za ciosem, jego żołnierze rzucili się z granatami za Daimlerem, który musiał pośpiesznie się wycofać. Na nieszczęście dla naszych zza Daimlera wyłoniła się świeża jednostka brytyjskiej piechoty. Silny ogień karabinów powstrzymał nasze szaleńcze ataki, kapral Misugi został ciężko ranny. W tym samym czasie drużyna sierżanta Kojiro ostrzelała z moździerza zauważonego na górce polskiego snajpera i trafiła go! Okrzykom banzai nie było końca.

Niestety sytuacja w centrum i na skrzydle nie była wesoła. Cromwell ostrzeliwał bezlitośnie naszych żołnierzy, udało mu się trafić obserwatora artyleryjskiego dla haubicy. W tym samym czasie „wpieriody” zdobyły co prawda dokumenty, ale wkrótce później rozpoczął się skuteczny szturm polskiej piechoty.  Poprzedzony bardzo celnym ogniem moździerza doprowadził do zlikwidowania dwóch drużyn rosyjskiej piechoty. Do kontrataku ruszyła trzecia drużyna, snajper, a nawet sam dowódca, ale wszyscy oni, mimo bohaterstwa (o czym mówili nawet japońscy żołnierze) polegli na polu bitwy lub zostali ciężko ranni. Nieocenione zasługi oddał jednak czołg, który przejechał do centrum i rozpoczął walkę ogniową z Cromwellem. Ostatecznie nie została ona rozstrzygnięta, chociaż obie strony uzyskiwały trafienia. Walka T34 z Cromwellem odciągnęła jednak brytyjski czołg od japońskich pozycji.

Tymczasem nasi żołnierze ostrzeliwali dowódcę i obserwatora artyleryjskiego Brytyjczyków, osiągając tutaj duże sukcesy. Drużyna sierżanta Kojiro zajęła punkt z dokumentami, zaś sierżant Mifune i jego żołnierze okupowali dalej las. Brytyjski Dingo kontratakował, ale nie wiele mógł zrobić umocnionej, japońskiej piechocie. Obie strony poniosły duże straty. Po naszej stronie mężnie walczyła nawet drużyna haubicy, wielkie zasługi miał też snajper.

Ostatecznie, po południu obie strony wycofały się. Na koniec bitwy deszcz praktycznie przestał padać dzięki czemu mogliśmy trochę osuszyć nasze rzeczy. Udało się zdobyć część dokumentów, ale straty jakie ponieśli Rosjanie były bardzo znaczące. Mam nadzieję, że jutro uda mi się wysłać tę relację do stacji telegrafu i że zostanie ona przesłana do Tokio.

Porucznik Kasai był bardzo zadowolony z predyspozycji swoich żołnierzy.

– Na tym kończy się relacja Toyotomi Hidedaty z tego dnia walk.
– Podziękujmy serdecznie profesorowi Dąb Kowalskiemu za tę arcyciekawą opowieść i miejmy nadzieję, że wkrótce ponownie się spotkamy.

Serdeczne podziękowania za grę dla Pawła, Michała i Adama. Jak zwykle spotkanie dostarczyło wiele wspaniałych wrażeń i przyjemności z gry.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s