Wojny ciąg dalszy

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest ponownie profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, kilka tygodni temu rozmawialiśmy w programie o premierze książki, którą przygotował zespół pod pańskim przewodnictwem, a która dotyczy historii wojny polsko – japońskiej. Nasi radiosłuchacze wysłali do nas wiele listów z prośbami o kolejne fragmenty książki. Teraz, gdy jesteśmy już po premierze i doskonałych recenzjach tego dzieła, możemy zdradzić coś więcej naszym radiosłuchaczom?
– Dziękuję za miłe słowa i jakże pozytywne przyjęcie naszej książki. Wydawnictwo już musiało zlecić dodruk, który wykonuje doskonała drukarnia w województwie krymskim, prowadzona zresztą przez Tatarów.
– Rzeczpospolita zawsze była państwem zamieszkiwanym przez wiele narodowości.
– To prawda.
– Co zatem mogą usłyszeć nasi słuchacze?
– Będziemy kontynuować relację korespondenta wojennego dziennika Asahi Shimbun, pana Toyotomi Hidedaty, który towarzyszył oddziałowi porucznika Noriakiego Kasai.

Od ostatniego starcia z Polakami minął już prawie tydzień. Uczciliśmy naszych chwalebnych poległych stawiając im niewielkie ołtarzyki i zapalając kadzidełka. To naprawdę cud, że kilka z nich udało się przetransportować aż tutaj. Jesteśmy tak daleko od Japonii, że czasem trudno jest z dostarczaniem amunicji, jedzenia czy lekarstw. Nasi żołnierze są jednak gotowi na wszelkie niewygody, unoszeni opiekuńczym duchem Cesarza i wiarę w niezwyciężoną armię cesarską. Wczoraj przy ognisku grupa szeregowców spierała się jak bardzo źle walczą biali. Jedni mówili, że tak źle jak Filipińczycy, inni, że gorzej niż pijani Chińczycy, a jeden nawet ośmielił się porównać ich zdolności walki do ślepego i kulawego mnicha. Uciszył ich jednak sierżant Mifune, który zabronił dalszego lekceważenia nieprzyjaciół. Gdyby tak było w rzeczywistości, to nie musielibyśmy chować szeregowych Tagetto, czy Murakiego, a także sierżanta Nobunagę. Po interwencji Mifune nikt już nic nie mówił, pozostało tylko patrzeć się na smętnie wędrujący ku górze płomień ogniska. To było ostatnie ognisko jakie udało się zapalić przez następne kilka dni.

Rano lunął deszcz. Intensywny i potężny, można powiedzieć, że to nie krople, ale całe strugi, wiadra wody spadały nam na głowę. Każdy chował się jak tylko mógł, rozwijając swoje płaszcze albo koce między wbitymi w ziemię kijkami. Padało jednak tak mocno, że i to przeciekało. Niestety pogoda unieruchomiła też czołg chorążego Mizushimy, czekaliśmy na transport z dywizji, który może wyciągnąć go z błota, w jakie zamieniły się okoliczne drogi. Tylko dzięki największemu poświęceniu załogi można było ruszyć do przodu naszą haubicę.

Około południa porucznik Kasai otrzymał informację, że zwiadowcy wykryli nieprzyjacielski konwój sztabowy i że musimy natychmiast wyruszyć, gdyż być może uda się przejąć wrogie dokumenty. Nie mieliśmy być sami, do zadania wyznaczono również pluton sojuszników z Sybiristanu. Nasi żołnierze mówili na nich „wpieriody”, bowiem prawie na każdą sytuację na polu bitwy reagowali słowami „wpieriod” i szli do przodu. Uważaliśmy ich za marnych żołnierzy, ale mimo tego potrafili oni utrzymać w sprawności swój czołg, którego armata była znacznie potężniejsza niż jakakolwiek nasza, zwłaszcza przeciwko pancerzowi.

Ruszyliśmy do przodu między strugami deszczu, „wpieriody” po naszej prawej. Zwiadowcy donieśli, iż nasza artyleria ostrzelała konwój i pośród wraków mogą znajdować się dokumenty, które chcemy uzyskać. Co oczywiste przeciwnikowi na pewno też zależało na ich przejęciu.

Porucznik Kasai zdecydował się wysunąć do przodu naszego nowego snajpera, a także dwie drużyny piechoty. W piechocie zaszły zmiany organizacyjne, drużyny oprócz rkm’u, otrzymały po moździerzu. Porucznik uznał, że lepiej rozdzielić je po równo, niż trzymać razem w jednej drużynie. Byłem pełen podziwu dla jego błyskotliwości.

Zauważyliśmy płomień jednego z transporterów, drugi dopalał się na przeciwko „wpieriodów”. Nasza piechota ruszyła żwawo do przodu, gdy po drugiej stronie drogi pojawił się Daimler Dingo – brytyjski wóz pancerny. Sierżant Mifune już miał okazję spotkać się z tym pojazdem, stwarzał on bardzo duże zagrożenie. Porucznik Kasai kazał podciągnąć ku liniom naszą haubicę i wtedy rozpoczęła się wymiana ognia. Daimler bardzo sprytnie manewrował i zasypywał naszych ludzi ogniem, ponieśliśmy pierwsze straty. Po prawej stronie również było słychać intensywną wymianę ognia – „wpieriody” włączyły się do walki.

Wkrótce za Daimlerem pojawił się Bren Carrier, z którego wysiadł desant Brytyjczyków. Opanowali oni punkt, w którym spodziewaliśmy się znaleźć dokumenty. Porucznik Kasai nie zraził się pierwszym niepowodzeniem, lecz rzucił do ataku trzecią drużynę piechoty – rekrutów kaprala Misugi. Aby podnieść ich morale samemu również ruszył na linię frontu. Pojawienie się żołnierzy Misugiego zmusiło nieprzyjacielskiego Daimlera do odwrotu, ale piechota twardo trzymała się za umocnieniami, ostrzeliwując naszych i zadając kolejne straty. Sytuacja była bardzo poważna, zwłaszcza, że po drugiej stronie drogi pojawił się Cromwell! Nasza haubica próbowała się wstrzelać w ten ciężki czołg, ale bez efektu.

Gdy wydawało się, że sytuacja była beznadziejna – ostrzeliwani w lesie przez Daimlera i czołg żołnierze nie byli w stanie się ruszyć, akcje rozpoczął kapral Misugi. Głośnym okrzykiem „banzai!” poderwał swoich żołnierzy do szarży. Mimo ostrzału Brytyjczyków dopadł ze swoimi żołnierzami okopów i wyrżnął wszystkich obrońców. Stanowisko i dokumenty zostały zdobyte! Od strony rosyjskiej również nadchodziły pomyśle wieści, choć słyszeliśmy też potężny ostrzał artylerii, zapewne polskiej.

Kapral Misugi poszedł za ciosem, jego żołnierze rzucili się z granatami za Daimlerem, który musiał pośpiesznie się wycofać. Na nieszczęście dla naszych zza Daimlera wyłoniła się świeża jednostka brytyjskiej piechoty. Silny ogień karabinów powstrzymał nasze szaleńcze ataki, kapral Misugi został ciężko ranny. W tym samym czasie drużyna sierżanta Kojiro ostrzelała z moździerza zauważonego na górce polskiego snajpera i trafiła go! Okrzykom banzai nie było końca.

Niestety sytuacja w centrum i na skrzydle nie była wesoła. Cromwell ostrzeliwał bezlitośnie naszych żołnierzy, udało mu się trafić obserwatora artyleryjskiego dla haubicy. W tym samym czasie „wpieriody” zdobyły co prawda dokumenty, ale wkrótce później rozpoczął się skuteczny szturm polskiej piechoty.  Poprzedzony bardzo celnym ogniem moździerza doprowadził do zlikwidowania dwóch drużyn rosyjskiej piechoty. Do kontrataku ruszyła trzecia drużyna, snajper, a nawet sam dowódca, ale wszyscy oni, mimo bohaterstwa (o czym mówili nawet japońscy żołnierze) polegli na polu bitwy lub zostali ciężko ranni. Nieocenione zasługi oddał jednak czołg, który przejechał do centrum i rozpoczął walkę ogniową z Cromwellem. Ostatecznie nie została ona rozstrzygnięta, chociaż obie strony uzyskiwały trafienia. Walka T34 z Cromwellem odciągnęła jednak brytyjski czołg od japońskich pozycji.

Tymczasem nasi żołnierze ostrzeliwali dowódcę i obserwatora artyleryjskiego Brytyjczyków, osiągając tutaj duże sukcesy. Drużyna sierżanta Kojiro zajęła punkt z dokumentami, zaś sierżant Mifune i jego żołnierze okupowali dalej las. Brytyjski Dingo kontratakował, ale nie wiele mógł zrobić umocnionej, japońskiej piechocie. Obie strony poniosły duże straty. Po naszej stronie mężnie walczyła nawet drużyna haubicy, wielkie zasługi miał też snajper.

Ostatecznie, po południu obie strony wycofały się. Na koniec bitwy deszcz praktycznie przestał padać dzięki czemu mogliśmy trochę osuszyć nasze rzeczy. Udało się zdobyć część dokumentów, ale straty jakie ponieśli Rosjanie były bardzo znaczące. Mam nadzieję, że jutro uda mi się wysłać tę relację do stacji telegrafu i że zostanie ona przesłana do Tokio.

Porucznik Kasai był bardzo zadowolony z predyspozycji swoich żołnierzy.

– Na tym kończy się relacja Toyotomi Hidedaty z tego dnia walk.
– Podziękujmy serdecznie profesorowi Dąb Kowalskiemu za tę arcyciekawą opowieść i miejmy nadzieję, że wkrótce ponownie się spotkamy.

Serdeczne podziękowania za grę dla Pawła, Michała i Adama. Jak zwykle spotkanie dostarczyło wiele wspaniałych wrażeń i przyjemności z gry.

Pierwsza bitwa w Bolt Action

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, za kilka dni ukazuje się Pańska nowa książka, która bardzo szczegółowo opisuje wojnę polsko – japońską z lat 1940 – 1944 i wydarzenia z nią związane. Co więcej ukazać ma się od razu wszystkie pięć tomów, każdy po koło 800 stron. Dla zainteresowanych przebiegiem tego konfliktu będzie to na pewno niesamowita gratka.
– Mam taką nadzieję. Proszę pamiętać panie redaktorze, że w opracowaniu tej pracy, miało udział wielu wspaniałych naukowców, nie tylko z Uniwersytetu Jana Kazimierza, ale również Uniwersytetu Stefana Batorego. Staraliśmy się pokazać różne oblicza konfliktu, jego tło, warstwę polityczną, a także wojskową, zarówno na wysokim, jak i niskim szczeblu. Szczególną wartość wnieśli do niego profesorowie z uniwersytetów w Tokio, jak i Osace, dzięki którym mogliśmy dotrzeć do wielu japońskich źródeł tego jakże ważnego konfliktu.
– Konfliktu, który szczęśliwie jest dziś już tylko echem przeszłości…
– Tak, ja osobiście pamiętam tę wojnę jako dziecko, ale wśród ludzi powraca zainteresowanie tym konfliktem. Powstają nawet całe grupy rekonstrukcyjne, które odtwarzają walki na Uralu, czy bitwy tzw. małych flot na Morzu Kaspijskim. Co więcej robią to zaprzyjaźnione grupy zarówno z II Rzeczpospolitej jak i Cesarstwa Japonii.
– Wspomniał Pan Profesor o tym, że książka zawiera wiele japońskich źródeł, a także opisy nawet szczegółowych walk. Moglibyśmy uchylić rąbka tajemnicy przed premierą i poznać jakiś fragment?
– Jedną z ciekawszych moim zdaniem jest relacja, którą napisał korespondent wojenny dziennika Asahi Shimbun, Toyotomi Hidedata, a opisuje pierwsze starcie, w którym brał udział. Toyotomi przeżył wojnę, a jego wspomnienia, jak i korespondencje do redakcji są niesamowitym źródłem, które ułatwia poznawanie tego konfliktu.
– Nakreślmy młodym słuchaczom tło tej wojny. W 1933 roku po udanej interwencji w Niemczech i przyznaniu Polsce całego Śląska, Gdańska i Prus Wschodnich, wzrasta znacznie napięcie pomiędzy Polską, a ówczesnym Związkiem Sowieckim.
– Tak, rzeczywiście, ówcześni komuniści bardzo zaniepokoili się wzrostem znaczenia i potęgi Polski. Do kwestii niemieckiej doszło jeszcze powstanie pierwszych polskich kolonii. Marszałek Piłsudski jako jedno ze swoich ostatnich dzieł politycznych przed śmiercią nawiązał intensywne stosunki dyplomatyczne z Cesarstwem Japonii. To wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii sprawiło, że po śmierci Marszałka, gdy Sowieci zaatakowali Polskę, próbując wykorzystać zamieszanie, Cesarstwo Japonii wywiązało się ze swoich zobowiązań sojuszniczych i uderzyło na rosyjską Syberię. Później doszło do tzw. drugiej bitwy warszawskiej, w której dzięki wspaniałemu manewrowi gen. Kutrzeby udało się rozbić dużą część wojsk sowieckich, co odwróciło losy wojny. Do walki przeciwko Sowietom włączyły się kolejne kraje – Bałtowie, Rumunia, Finowie, nawet Turcja, a pod koniec wojny Brytyjczycy, którzy zajęli Murmańsk. Symbolicznym zakończeniem wojny było złapanie uciekającego w przebraniu kobiety Stalina, którego następnie przywiązano do 4 koni (dwóch polskich i dwóch japońskich) i rozdarto na kawałki, a kawałki te…
– Tutaj tylko uprzedźmy najmłodszych słuchaczy, żeby zatkali uszy…
– Tak… a kawałki te zmielono, zanurzono w gnojówce, nabito w armaty i wystrzelono w 4 strony świata. Dla bezpieczeństwa podobny los spotkał wszystkich sobowtórów Stalina.
– Do dziś kojarzymy również zdjęcie polskich i japońskich żołnierzy, którzy rzucają się sobie w ramiona na Uralu.
– Tak, to bardzo znane i bardzo wymowne zdjęcie. Niestety w ciągu następnych kilku lat oba państwa nie mogły dojść do porozumienia w kwestii wyznaczenia wspólnej granicy i stopnia autonomii stworzonych państw niezależnych, np. tatarów nadwołżańskich. Iskrą zapalną był tzw. incydent Astrachański, który doprowadził do wybuchu wojny.
– Możemy zatem poznać co opisuje Toyotomi Hidedata?
– Oczywiście. Proszę posłuchać.

– Nanoka, hazuki, roku imperialnego 1280 – czyli 7 sierpnia 1940 roku. Zdążyliśmy się już oswoić, że wojna z Polską jest faktem. Od dwóch dni mijały nas kolumny ciężarówek, sunących na linię frontu. Tutejsza ludność jest dosyć obojętna, mówią, że większość z nich stanowią Niemcy, których sprowadzili tutaj dawniej Rosjanie. Architektura przypomina trochę zdjęcia, jakie pokazywał mi kiedyś pułkownik Tojo, kiedy był z wizytą w Niemczech jeszcze przed wojną światową. Wczoraj dostaliśmy rozkaz aby wsiąść na ciężarówki i ruszyć w nieznanym mi kierunku. Porucznik Noriaki był dosyć milczący, nakazał mi tylko trzymać się w bezpiecznym miejscu. W ciężarówce zdążyłem napisać krótką relację dla Asahi, mam nadzieję, że będę miał jak ją wysłać. Pan Kasugawa mówił, że poczta będzie wysyłana pod koniec tygodnia. Tylko czy ja dożyję końca tygodnia?

W końcu wysiedliśmy z ciężarówek. Kolejne kilometry musieliśmy pokonać na piechotę. Okolica była wilgotna i im bliżej było świtu, tym bardziej podnosiła się mgła, która przesłaniała widoczność. Porucznik Noriaki  nakazał nam zachować ciszę i wypatrywać przeciwnika. Po pewnym czasie dobiegło do nas dwóch zwiadowców, którzy ogłosili, iż wypatrzyli na drodze między wzgórzami polską drużynę piechoty. Za wzgórzami znajdowała się niewielka wioska. Porucznik natychmiast kazał nam skręcić w lewo i ruszyć na przełaj przez pola. Zastanawiałem się, czy spotkamy się tylko z Polakami, czy napotkamy również żołnierzy Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego.

Pluton porucznika Kasai składał się z trzech drużyn, pierwszej drużyny piechoty sierżanta Nobunagi, drugiej drużyny piechoty sierżanta Mifune oraz drużyny grenadierów starszego sierżanta Kojiro. Zupełnie osobno operował nasz sanitariusz szeregowy Kurosawa, obserwator artyleryjski szeregowy Muraki, a także snajper starszy szeregowy Tagetto.

Idąc przez pola nasi żołnierze bardzo szybko dotarli do drogi, zostawiając po swojej lewej stronie wzgórza. Porucznik Kasai nakazał drużynie sierżanta Mifune osłonić naszą lewą flankę, zostawiając w centrum wsparcie grenadierów starszego sierżanta Kojiro, a także snajpera. Trzymałem się blisko naszego porucznika. W tym samym czasie sierżant Nobunaga przekroczył drogę i zajął budynek, który znajdował się po jej drugiej stronie. Był to niesamowicie odważny akt, wysunął bowiem żołnierzy sierżanta znacznie przed nasze pozycje.

Nagle usłyszeliśmy strzał z karabinów. To żołnierze Mifune otworzyli ogień do Polaków, którzy wcześniej blokowali nam drogę. Rozpoczęła się zacięta walka. Słaba widoczność uniemożliwiała jednak wszystkim ludziom na otwarcie ognia. W pewnym momencie usłyszeliśmy przeraźliwy gwizd. Porucznik krzyknął tylko Chikyū ni orosu! i wszyscy padliśmy na ziemię. Uratowałem w ten sposób życie. Okazało się, że na jednej z górek znajdował się obserwator artyleryjski Brytyjczyków, który skierował na nas ogień. Szczęśliwie obyło się bez strat, chociaż niektórzy żołnierze byli trochę zszokowani.

Prawdziwa bitwa rozpoczęła się koło domku, który dawniej należał do państwa Holtke, a teraz został zajęty przed drużynę sierżanta Nobunagi. Z mgły wyłonił się brytyjski Bren Carrier, który ostrzelał mury budynku. Wkrótce wyskoczyli z niego komandosi, którzy również otworzyli mocny ogień.

Rozpoczęła gwałtowna wymiana ognia. Wtedy zginął mój kolega, szeregowy Funaki, z którym jeszcze dzień wcześniej piliśmy sake i rozmawialiśmy o pięknie ukiyo-e, stworzonych przez Hokusaia. Sierżant Nobunaga był jednak twardym wojownikiem, potomkiem samurajów i jego drużyna skutecznie odpowiadała ogniem. Porucznik Kasai pomógł się otrząsnąć naszym ludziom i skierował grenadierów na skraj drogi, dogodną pozycję zajął również szeregowy Tagetto, który zabił jednego z brytyjskich komandosów. Szczęśliwie dla nas snajper brytyjski, który został w drugim budynku wioski nie zamierzał się stamtąd ruszać, podobnie jak drużyna polskiej piechoty, która pilnowała drogi między górami. Niestety z drugiej strony budynku Holtke pojawiły się kolejne sylwetki polskich żołnierzy. Wrogów przybywało…

Dom, w którym przebywała drużyna Nobunagi był pod bardzo ciężkim ostrzałem z różnych stron. Wtedy nieco z tyłu, z prawej strony usłyszałem bardzo charakterystyczny warkot silnika. Nareszcie! – krzyknął porucznik Kasai.

Na pole bitwy wjeżdżał czołg chorążego Mizushimy!

Mizushima nie zwlekając ruszył jak najszybciej się dało przez pola, ostrzeliwując teren dookoła stogów siana. Zaroiło się tam od Polaków, byli i snajper i karabin przeciwpancerny, drużyna piechoty, a nawet dowódca polskiego plutonu. Wszyscy oni zagrażali żołnierzom Nobunagi, dlatego porucznik Kasai zdecydował się rzucić czołg na naszą prawą flankę. Nie wiedziałem wtedy o tym od razu, ale jedna z naszych ciężarówek podwiozła również w pobliże 105 mm haubicę. Z powodu kiepskiej widoczności potrwało jednak trochę zanim otworzyła ogień.

Tymczasem grenadierzy zaczęli ostrzeliwać z naszych małych moździerzy Bren Carriera, nie czyniąc mu większych szkód, ale zmuszając do ruchu i skupienia na nich ognia. To odciążyło trochę sierżanta Nobunagę i jego ludzi. Pomagał im również szeregowy Tagetto, ściągając kolejnego brytyjskiego komandosa. Niestety ludzie Nobunagi również ponosili straty.

W tym samym czasie sierżant Mifune zdecydował się wysunąć nieco do przodu i otworzył ogień do brytyjskiego obserwatora artyleryjskiego, zabijając go na miejscu ogniem z rkm’ów. Za wzgórzem pojawiło się jednak kolejne zagrożenie, był to wóz rozpoznawczy Daimler, który wyjechał drogą za wzgórzami. Sierżant Mifune go dostrzegł i zameldował o tym porucznikowi Kasai.

Kule wyrywały całe fragmenty ścian domu państwa Holtke. Polacy próbowali wstrzelić się w niego moździerzem, ale bez skutku (do końca bitwy…) Brytyjscy komandosi, którzy oberwali mocno od Nobunagi i snajpera Tagetto rzucili się do ataku na bagnety, a raczej pistolety maszynowe. Na szczęście ich kule były niecelne za to nasi ludzie strzelali bardzo celnie. Atak został odparty, a drużyna przeciwnika zniszczona. Niestety wkrótce później przypadkowa kula zabiła sierżanta Nobunagę. Jego drużyna walczyła jednak nadal.

Wymiana ognia była przerażająca, chowałem się nisko jak mogłem. Bardzo imponowała mi postawa porucznika Kasai, który ani razu nie skulił się, tylko stał wyprostowany, kierując działaniami naszych żołnierzy. Snajper Tagetto przeszedł na naszą prawą flankę, w jego pobliżu stanął również obserwator Muraki, który próbował naprowadzić na cel naszą haubicę 105 mm. Widząc małą skuteczność tych starań chorąży Mizushima włączył wyższy bieg i z pełną prędkością podjechał do pola, ostrzeliwując snajpera i polskiego dowódcę ze wszystkich luf, niestety bez efektu. Tym śmiałym manewrem naraził się na wielkie niebezpieczeństwo, gdyż zaczął go ostrzeliwać polski karabin przeciwpancerny, a także brytyjski PIAT. Szczęśliwie bez powodzenia, a dobrą osłonę dawał mu nasz snajper, szeregowy Tagetto.

– Tutaj muszę przerwać na chwilę naszą opowieść – wtrącił profesor – pragnę tylko dodać, iż polski snajper, szeregowy Nowak, przeżył tę bitwę i dostał Virtuti Militari, będąc wielokrotnie pod ostrzałem japońskiego czołgu i snajperów, samemu zabił japońskiego obserwatora artyleryjskiego. Wróćmy jednak do relacji.

Tymczasem grenadierzy sierżanta Kojiro wstrzelali się w Bren Carriera swoimi moździerzami i spalili go. Nie było jednak czasu na radowanie się. Na naszych tyłach Daimler zaskoczył od boku obsługę naszej haubicy, zabijając kilku ludzi. Sierżant Mifune nie miał odpowiedniej broni, żeby zaszkodzić temu pojazdowi. Co więcej do ataku na bagnety poszła polska piechota, która uderzyła na dom Holtke. W załodze domu z 8 żołnierzy pozostało zaledwie połowa. Walka była zażarta, ale krótka, zginęło 3 Polaków i wszyscy nasi kompani. Polacy zajęli dom Holtke. Niedługo później ogień polskiego dowódcy i snajpera zabił szeregowego Tagetto jak również obserwatora Murakiego. Chociaż zadaliśmy przeciwnikowi duże straty, to porucznik Kasai uznał, że lepiej przerwać starcie i przegrupować nasze siły. Co prawda sierżant Kojiro twierdził, iż należało rzucić się do szarży, ale szczęśliwie dowodzący naszą dywizją generał Kuribayashi zabronił takiej taktyki i porucznik Kasai mógł się na niego powołać. Ostrzeliwując się z przeciwnikiem nasze siły wycofały się poza obszar wioski.

– Na tym kończy się ta relacja – rzekł profesor Dąb Kowalski. Jak słychać Hidedata jest bardzo szczegółowy w swojej relacji, jego relacje są bardzo pomocne w odtwarzaniu walk w tej wojnie. Dość powiedzieć, że to poranne starcie było tylko wstępem do dużej bitwy, która trwała następne trzy dni.
– Rozumiem, że w Pańskiej książce jest więcej takich relacji.
– Oczywiście.
– Niestety nas czas antenowy dobiega już końca, dziękujemy serdecznie Panu Profesorowi, zachęcamy do zakupu jego wspaniałej książki.
– Dziękuję państwu.
– Jest godzina czternasta, pora na wiadomości z kraju i ze świata, a potem zapraszamy do Studia Pińsk.

 


 

To była moja trzecia gra w Bolt Action. Ponieważ nasze armie są dosyć oddalone, zatem zdecydowałem się stworzyć taką opowieść z gatunku „historical fiction”, którą pewnie wykorzystamy w następnych bitwach. Dzięki temu możemy łatwo sobie wytłumaczyć boje różnych krajów, które ze sobą nie wojowały.

Serdeczne podziękowania dla Pawła i Michała ze wspaniałą grę. Obiecuję od czasu do czasu wrzucać kolejne relacje z bitew w Bolt Action, w który zacząłem grać dla relaksu, aby czasem spróbować coś innego niż najwspanialszy, niepowtarzalny i najlepszy Bogowie wojny – Lee 🙂