Gdzieś w Birmie, 1944

Wiosną 1944 roku japońska 15 armia pod dowództwem generała Mutaguchi’ego rozpoczęła ofensywę w kierunku na Kohimę i Imphal. Jej celem było odcięcie drogi dostaw zaopatrzenia z Indii do Chin, co podminowałoby armię Chang Kai Sheka oraz wywalczenie sobie drogi do Indii. Klęska Brytyjczyków u wrót subkontynentu indyjskiego w założeniu Japończyków miała zwiększyć dążenia niepodległościowe Hindusów i być może także wywołać antybrytyjską rebelię.
Pierwszym etapem tej operacji było natarcie na Imphal i Kohime, ważne węzły, których zdobycie zmusiłoby Aliantów do wycofania się z północnej Birmy i oznaczało sukces japońskich planów. Japońskie wojska były jednak trapione potężnymi brakami zaopatrzenia, a także zmuszone nacierać w niesłychanie trudnym terenie. Tymczasem alianci byli coraz lepiej przygotowani i zaopatrzeni. Mimo tej dysproporcji Japończykom udało się odnieść sporo lokalnych sukcesów, aż w końcu na przełomie kwietnia i maja zostali zmuszeni do odwrotu. Jedną z przyczyn był niesamowity głód i choroby, które pochłonęły więcej ofiar niż same walki.

Gdzieś w Birmie w kwietniu 1944 roku…
Podporucznik Ito otrzymuje zadanie aby przebić się za wszelką cenę na drugą stronę otoczonej wzgórzami wioski. Zmęczeni, głodni i często chorzy Japończycy przystąpili do realizacji zadania.

Można kliknąć na fotkę, aby ją powiększyć.

Serdeczne podziękowania dla Pablita za kolejną grę. Wgryzamy się w tematykę Birmy w 1944 roku i ta bitwa była takim preludium. Zakończyła się wynikiem 10 do 3 dla Aliantów. Nie udało mi się wprowadzić żadnej jednostki do strefy rozstawienia nieprzyjaciela albo przejść nią przez krawędź stołu przeciwnika. Zbytnio skoncentrowałem się na walce, a Pablito świetnie blokował drogę.

To było też moje pierwsze spotkanie z Gurkhami, którzy dla Japończyków są bardzo „niewygodni”. Są bowiem bardzo mocni tam, co jest główną siłą Japończyków – walce wręcz. Obcinanie połowy kostek oznacza, że prawie niemożliwe jest z nimi wygrać w takiej walce, chyba, że ma się dwukrotną przewagę i duże szczęście w kostkach.

Najbardziej zadowoleni jesteśmy z coraz to nowych terenów, które ozdabiają nasze pola bitew, dzięki czemu są coraz piękniejsze. Następne bitwy w czerwcu/lipcu.

Reklamy

Bitwa o Wyklętowo

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest ponownie profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, mamy okazję kontynuować wątek wojny polsko – japońskiej, która od pewnego momentu weszła w całkowicie nowy etap. Ostatnim razem opowiadaliśmy o walkach armii generała Andersa na Bałkanach.
– Tak. Japończycy zaskoczeni brakiem postępów na froncie na Uralu oraz na Bałkanach, zdecydowali się wykonać bardzo ryzykowną operację. Cichym zwolennikiem tej operacji były Niemcy, które marzyły o zrzuceniu polskiego jarzma. Dzięki ich pomocy duża japońska flota wpłynęła na Bałtyk i wyładowała desant w pobliżu Władysławowa. Polacy bardzo szybko ściągnęli oddziały z Armii Pomorze i jednostki Obrony Narodowej i postanowili przejść do kontrataku w pobliżu miejscowości Wyklętowo. Oto jak wyglądały te walki. Polskim atakiem na samą wieś dowodził porucznik Wincenty Cieniewicz. Siłami japońskimi porucznik Nishimura Kato. Czołówki obu stron spotkały się niespodziewanie na środku wsi, gdzie od razu rozgorzała zacięta bitwa. Jeśliby Japończycy zwyciężyli, mogliby odciąć półwysep helski i ruszyć w kierunku na Gdynię. Stawka była bardzo wysoka.

 

Bitwa obfitowała w liczne zwroty akcji.  Początkowo wydawało mi się, że dzięki czołgowi opanuje pole bitwy, zwłaszcza, że Polacy nie mieli wielu broni, żeby go nawet uszkodzić. Jego nagłe zniszczenie spowodowało całkowite odwrócenie sytuacji. To Polacy zaczęli przeważać na prawym skrzydle Japończyków. Tylko desperacki ogień bezpośredni haubicy powstrzymał ostatecznie ich ataki. Ta bitwa była zresztą bitwą artylerii. Tego, co wyrabiał polski moździerz i japońska haubica nie widziałem jeszcze w żadnej grze. Większość jednostek została zniszczonych właśnie ogniem artylerii, pośrednim lub bezpośrednim. Pechowo wypadła premiera ułanów, gdyż nie udało im się dojść do żadnej walki – zginęli dwukrotnie ostrzelani przez haubicę.

Serdeczne podziękowania dla Dardzina za grę, zdjęcia i nowe makiety. Mieliśmy okazję w trochę niestandardowy sposób uczcić dzień żołnierzy wyklętych.

Bitwa o Wzgórze Złamanych Głów

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest ponownie profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, mamy okazję kontynuować wątek wojny polsko – japońskiej, która od pewnego momentu weszła w całkowicie nowy etap.
– Tak. Wyrównane walki między Polską, a Japonią na Uralu i nad morzem kaspijskim sprawiły, że do wojny zaczęły przyłączać się inne kraje. W tym kontekście takim bardzo interesującym starciem, które w pełni ukazuje skomplikowaną sieć sojuszy była bitwa o ブロークンヘッズの丘。 (Burōkunhezzu no oka) czyli Wzgórze Złamanych Głów. Było ono częścią tzw. – bałkańsko – tureckiego teatru działań wojennych.
– Przypomnijmy radiosłuchaczom, że armia japońska przedostała się przez Iran i w Turcji połączyła się z siłami włosko – niemieckimi.
– Tak. Po przejściu Bosforu siły te znalazły się w europejskiej części Turcji, zagrażając Grecji i Bułgarii.
– Polska i pozostali alianci nie mogli dopuścić do utraty Bałkanów.
– Zdecydowanie nie. Brytyjczycy od dłuższego czasu walczyli z Włochami o panowanie w Afryce i na Morzu Śródziemnym. Włosi byli zaś wspomagani przez Niemców – nazistów, którzy uciekli z III Rzeczy po zajęciu jej przez marszałka Piłsudskiego. Zresztą w zdemilitaryzowanych Niemczech nadal było wielu sympatyków nazistów i wielu z nich przechodziło granicę aby zasilić szeregi armii Osi Tokio – Rzym.
– Wróćmy do samej bitwy.
– Tak. Polacy bardzo szybko przerzucili 2 Armię generała Andersa na Bałkany, gdzie połączyła się z wojskami Brytyjczyków, które wylądowały w Grecji. Marszałek Kutrzeba, w porozumieniu z brytyjskim marszałkiem Wavellem, że należy bezzwłocznie podjąć ofensywę i wyprzeć armię Osi do azjatyckiej części Turcji. Japończycy i ich sojusznicy zdołali jednak zająć dobre pozycje obronne, więc przełamanie ich wcale nie miało być łatwe. Pierwszy atak nastąpił już 7 czerwca. Oto jak opisuje go znany już nam korespondent wojenny dziennika Asahi Shimbun, Toyotomi Hidedata.

Późnym wieczorem, niedługo przed zachodem słońca wdrapałem się na wzgórze, które zajmowała nasza artyleria, rozpościerał się z niego piękny widok na pokrytą polami równinę, gdzieniegdzie poprzecinaną srebrzącymi się strumieniami. Nieliczne drzewa dawały odrobinę cienia, a upały doskwierały bardziej niż na Okinawie w środku lata. Gdyby obrócić się w drugą stronę to widać było w oddali Stambuł i Bosfor. Utrata naszej pozycji oznaczałaby zepchnięcie nas do miasta i zapewne konieczność odwrotu na drugą stronę cieśniny. Oznaczało by też koniec naszych bałkańskich marzeń. Rozmawiałem jednak z naszymi żołnierzami i wszyscy byli zdeterminowani, żeby walczyć z honorem za Cesarza.

Miałem zamiar zejść na dół i poszukać kuchni polowej, gdy nagle obserwator na wzgórzu krzyknął: – Nadchodzą!!! W chwilę później w okolicy spadły pierwsze pociski artyleryjskie.

Pluton porucznika Kasai, któremu towarzyszyłem zajął pozycję na Wzgórzu Złamanych Głów, ochraniany przez mury i zabudowania. Porucznik w rozmowie ze mną odbytej kilka dni wcześniej stwierdził, że nie mogą ograniczyć się do obrony samego wzgórza, gdyż przed stokiem znajdowało się kilka małych lasów, które blokowały pole widzenia. Poza tym należało rozpoznać siły przeciwnika. Dlatego część sił została rozmieszczona właśnie w tych lasach, a nawet za strumieniem. Nasze lewe skrzydło było bronione przez siły japońskie, a prawe przez połączone niemiecko – włoskie. Mieliśmy też niewielką rezerwę włoskiego sprzętu pancernego. Przeciwnik nie miał osłony, dlatego wybrał atak w nocy, która ograniczała widoczność. Szczęśliwie mieliśmy zapas flar, które można było co pewien czas wystrzelić, żeby oświetlić pole bitwy.

 

 

– Bitwa zakończyła się zwycięstwem sił Osi 14 do 10, zatem Wzgórze Złamanych Głów zostało przez nich obronione. Tylko nieliczne oddziały przekroczyły strumień, chociaż pierwsza linia obrony Osi w lasach została praktycznie zniszczona. Atak komandosów na flankę prawie zmienił wynik bitwy (za każdą jednostkę na wzgórzu były 3 punkty), ale szarża banzai (i pechowe rzuty komandosów) ich zniszczyła. Bitwa była zakończona.
– Dziękujemy zatem serdecznie za tę kolejną, ciekawą opowieść i do usłyszenia!

 

Serdeczne podziękowania dla Pablita, Dardzina i Daniela za fantastyczną rozgrywkę.

Bitwa o Okinawę – wydarzenie w sklepie Bolter

Poniżej przedstawiam fotorelację z wydarzenia pt. „Bitwa o Okinawę”, które odbyło się w sklepie Bolter we Wrocławiu. 8 graczy miało okazję zagrać na dwóch stołach bitwę w systemie Bolt Action, po 4 na jednym stole. Ogółem walczyły jednostki o łącznej wartości  6400 punktów (8×800). Serdeczne podziękowania dla wszystkich, wspaniałych graczy, którzy wzięli udział w tym wydarzeniu, dla sklepu Bolter.pl, gdzie miało ono miejsce i dla Dominika – twórcy scenariusza i dżunglowych terenów.

Pułkownik Hiromichi Yahara był najwyższej rangi oficerem japońskim, który przeżył walki o Okinawę. Chociaż chciał popełnić samobójstwo, to dowodzący 32 armią generał Mitsuru Ushijima zabronił mu tego, mówiąc: – Jeśli pan umrze nie zostanie nikt, kto będzie znał prawdę o bitwie o Okinawę. Proszę wziąć na siebie wstyd (za poddanie się), ale spożytkować tę szansę. To rozkaz dowódcy armii.
Generał Ushijima popełnił rytualne seppuku.

Po zakończeniu wojny Yahara napisał książkę, opisującą kampanię na Okinawie.
My natomiast zobaczymy naszą wersję tej bitwy przedstawioną na kilkudziesięciu zdjęciach, które miałem okazję zrobić w trakcie ostatniej rozgrywki. Niestety z braku czasu większość zdjęć dotyczy stołu, na którym samemu miałem okazję zagrać. Graliśmy scenariusz nr 7, z grupy „attacker/defender”, w którym siły Osi broniły swoich pozycji. Alianci zdobywali po 1 punkcie za każdy zniszczony oddział, 2 punkty każdy swój oddział w strefie rozstawienia przeciwnika i 3 punkty za każdy swój oddział, który wyszedł ze stołu przez krawędź przeciwnika. Oś zdobywała 2 punkty za każdy zniszczony oddział przeciwnika.

Poniżej jednak kilka fotek ze stołu nr 1:

 

Bitwa zakończyła się klęską wojsk Osi 14:0. Ponieważ grający na pierwszym stole uwinęli się o wiele szybciej ze swoją bitwą, więc walki o Okinawę miały rozstrzygnąć się na stole numer 2. A tam sytuacja zmieniała się z tury na turę.

Na stole numer dwa spotkali się Japończycy przeciwko Amerykanom i Australijczykom. Kliknij na pierwsze zdjęcie, żeby otworzyć galerię wszystkich fotografii z bitwy, razem z ich opisami.

 

 

Bitwa na drugim stole zakończyła się wynikiem 18 do 16, dwa punkty różnicy to remis. Towarzyszyły jej wielkie (i bardzo fajne) emocje, gdyż w 6 turze zwycięstwo było w rękach Japończyków, ale ostatnia tura odmieniła przebieg walk. Mimo remisu na drugim stole, wyraźne zwycięstwo na pierwszym zagwarantowało Aliantom zwycięstwo w bitwie o Okinawę.

Jeszcze raz serdeczne podziękowania dla wszystkich, którzy wzięli udział w tym wydarzeniu i do zobaczenia następnym razem!

Mały spacerek po dżungli – relacja z wydarzenia w sklepie Bolter

Poniżej przedstawiam fotorelację z wydarzenia pt. „Mały spacerek po dżungli”, które odbyło się w sklepie Bolter we Wrocławiu. 8 graczy miało okazję zagrać wielką bitwę w Bolt Action. Na stole znajdowały się jednostki, których łączna wartość wynosiła 6400 punktów. Serdeczne podziękowania dla wszystkich, wspaniałych graczy, którzy wzięli udział w tym wydarzeniu, dla sklepu Bolter.pl, gdzie miało ono miejsce i dla Dominika –  twórcy scenariusza i dżunglowych terenów.

Fragmenty pamiętników, które dla Muzeum Narodowego w Tokio przekazał kapral Kaerutsu Ito, który służył jako medyk w 124 pułku, 31 dywizji piechoty generała Sato Kotoku.

Kohima, wiosna 1944 roku. Od stycznia tego roku nasze wojska próbowały bezskutecznie przełamać pozycje aliantów w pobliżu Kohimy. Dżungla, trudny, górzysty teren, braki w zaopatrzeniu i zacięty opór aliantów sprawiły, że nasze nawet najbardziej heroiczne wysiłki nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Wyczerpani i osłabieni, musieliśmy się okopać i czekać na natarcie nieprzyjaciela.

17 kwietnia, tuż przed świtem. Proszę kliknąć na pierwszy obrazek, a potem przeglądać pokaz slajdów wraz z opisami.

 

Wojny ciąg dalszy

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest ponownie profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, kilka tygodni temu rozmawialiśmy w programie o premierze książki, którą przygotował zespół pod pańskim przewodnictwem, a która dotyczy historii wojny polsko – japońskiej. Nasi radiosłuchacze wysłali do nas wiele listów z prośbami o kolejne fragmenty książki. Teraz, gdy jesteśmy już po premierze i doskonałych recenzjach tego dzieła, możemy zdradzić coś więcej naszym radiosłuchaczom?
– Dziękuję za miłe słowa i jakże pozytywne przyjęcie naszej książki. Wydawnictwo już musiało zlecić dodruk, który wykonuje doskonała drukarnia w województwie krymskim, prowadzona zresztą przez Tatarów.
– Rzeczpospolita zawsze była państwem zamieszkiwanym przez wiele narodowości.
– To prawda.
– Co zatem mogą usłyszeć nasi słuchacze?
– Będziemy kontynuować relację korespondenta wojennego dziennika Asahi Shimbun, pana Toyotomi Hidedaty, który towarzyszył oddziałowi porucznika Noriakiego Kasai.

Od ostatniego starcia z Polakami minął już prawie tydzień. Uczciliśmy naszych chwalebnych poległych stawiając im niewielkie ołtarzyki i zapalając kadzidełka. To naprawdę cud, że kilka z nich udało się przetransportować aż tutaj. Jesteśmy tak daleko od Japonii, że czasem trudno jest z dostarczaniem amunicji, jedzenia czy lekarstw. Nasi żołnierze są jednak gotowi na wszelkie niewygody, unoszeni opiekuńczym duchem Cesarza i wiarę w niezwyciężoną armię cesarską. Wczoraj przy ognisku grupa szeregowców spierała się jak bardzo źle walczą biali. Jedni mówili, że tak źle jak Filipińczycy, inni, że gorzej niż pijani Chińczycy, a jeden nawet ośmielił się porównać ich zdolności walki do ślepego i kulawego mnicha. Uciszył ich jednak sierżant Mifune, który zabronił dalszego lekceważenia nieprzyjaciół. Gdyby tak było w rzeczywistości, to nie musielibyśmy chować szeregowych Tagetto, czy Murakiego, a także sierżanta Nobunagę. Po interwencji Mifune nikt już nic nie mówił, pozostało tylko patrzeć się na smętnie wędrujący ku górze płomień ogniska. To było ostatnie ognisko jakie udało się zapalić przez następne kilka dni.

Rano lunął deszcz. Intensywny i potężny, można powiedzieć, że to nie krople, ale całe strugi, wiadra wody spadały nam na głowę. Każdy chował się jak tylko mógł, rozwijając swoje płaszcze albo koce między wbitymi w ziemię kijkami. Padało jednak tak mocno, że i to przeciekało. Niestety pogoda unieruchomiła też czołg chorążego Mizushimy, czekaliśmy na transport z dywizji, który może wyciągnąć go z błota, w jakie zamieniły się okoliczne drogi. Tylko dzięki największemu poświęceniu załogi można było ruszyć do przodu naszą haubicę.

Około południa porucznik Kasai otrzymał informację, że zwiadowcy wykryli nieprzyjacielski konwój sztabowy i że musimy natychmiast wyruszyć, gdyż być może uda się przejąć wrogie dokumenty. Nie mieliśmy być sami, do zadania wyznaczono również pluton sojuszników z Sybiristanu. Nasi żołnierze mówili na nich „wpieriody”, bowiem prawie na każdą sytuację na polu bitwy reagowali słowami „wpieriod” i szli do przodu. Uważaliśmy ich za marnych żołnierzy, ale mimo tego potrafili oni utrzymać w sprawności swój czołg, którego armata była znacznie potężniejsza niż jakakolwiek nasza, zwłaszcza przeciwko pancerzowi.

Ruszyliśmy do przodu między strugami deszczu, „wpieriody” po naszej prawej. Zwiadowcy donieśli, iż nasza artyleria ostrzelała konwój i pośród wraków mogą znajdować się dokumenty, które chcemy uzyskać. Co oczywiste przeciwnikowi na pewno też zależało na ich przejęciu.

Porucznik Kasai zdecydował się wysunąć do przodu naszego nowego snajpera, a także dwie drużyny piechoty. W piechocie zaszły zmiany organizacyjne, drużyny oprócz rkm’u, otrzymały po moździerzu. Porucznik uznał, że lepiej rozdzielić je po równo, niż trzymać razem w jednej drużynie. Byłem pełen podziwu dla jego błyskotliwości.

Zauważyliśmy płomień jednego z transporterów, drugi dopalał się na przeciwko „wpieriodów”. Nasza piechota ruszyła żwawo do przodu, gdy po drugiej stronie drogi pojawił się Daimler Dingo – brytyjski wóz pancerny. Sierżant Mifune już miał okazję spotkać się z tym pojazdem, stwarzał on bardzo duże zagrożenie. Porucznik Kasai kazał podciągnąć ku liniom naszą haubicę i wtedy rozpoczęła się wymiana ognia. Daimler bardzo sprytnie manewrował i zasypywał naszych ludzi ogniem, ponieśliśmy pierwsze straty. Po prawej stronie również było słychać intensywną wymianę ognia – „wpieriody” włączyły się do walki.

Wkrótce za Daimlerem pojawił się Bren Carrier, z którego wysiadł desant Brytyjczyków. Opanowali oni punkt, w którym spodziewaliśmy się znaleźć dokumenty. Porucznik Kasai nie zraził się pierwszym niepowodzeniem, lecz rzucił do ataku trzecią drużynę piechoty – rekrutów kaprala Misugi. Aby podnieść ich morale samemu również ruszył na linię frontu. Pojawienie się żołnierzy Misugiego zmusiło nieprzyjacielskiego Daimlera do odwrotu, ale piechota twardo trzymała się za umocnieniami, ostrzeliwując naszych i zadając kolejne straty. Sytuacja była bardzo poważna, zwłaszcza, że po drugiej stronie drogi pojawił się Cromwell! Nasza haubica próbowała się wstrzelać w ten ciężki czołg, ale bez efektu.

Gdy wydawało się, że sytuacja była beznadziejna – ostrzeliwani w lesie przez Daimlera i czołg żołnierze nie byli w stanie się ruszyć, akcje rozpoczął kapral Misugi. Głośnym okrzykiem „banzai!” poderwał swoich żołnierzy do szarży. Mimo ostrzału Brytyjczyków dopadł ze swoimi żołnierzami okopów i wyrżnął wszystkich obrońców. Stanowisko i dokumenty zostały zdobyte! Od strony rosyjskiej również nadchodziły pomyśle wieści, choć słyszeliśmy też potężny ostrzał artylerii, zapewne polskiej.

Kapral Misugi poszedł za ciosem, jego żołnierze rzucili się z granatami za Daimlerem, który musiał pośpiesznie się wycofać. Na nieszczęście dla naszych zza Daimlera wyłoniła się świeża jednostka brytyjskiej piechoty. Silny ogień karabinów powstrzymał nasze szaleńcze ataki, kapral Misugi został ciężko ranny. W tym samym czasie drużyna sierżanta Kojiro ostrzelała z moździerza zauważonego na górce polskiego snajpera i trafiła go! Okrzykom banzai nie było końca.

Niestety sytuacja w centrum i na skrzydle nie była wesoła. Cromwell ostrzeliwał bezlitośnie naszych żołnierzy, udało mu się trafić obserwatora artyleryjskiego dla haubicy. W tym samym czasie „wpieriody” zdobyły co prawda dokumenty, ale wkrótce później rozpoczął się skuteczny szturm polskiej piechoty.  Poprzedzony bardzo celnym ogniem moździerza doprowadził do zlikwidowania dwóch drużyn rosyjskiej piechoty. Do kontrataku ruszyła trzecia drużyna, snajper, a nawet sam dowódca, ale wszyscy oni, mimo bohaterstwa (o czym mówili nawet japońscy żołnierze) polegli na polu bitwy lub zostali ciężko ranni. Nieocenione zasługi oddał jednak czołg, który przejechał do centrum i rozpoczął walkę ogniową z Cromwellem. Ostatecznie nie została ona rozstrzygnięta, chociaż obie strony uzyskiwały trafienia. Walka T34 z Cromwellem odciągnęła jednak brytyjski czołg od japońskich pozycji.

Tymczasem nasi żołnierze ostrzeliwali dowódcę i obserwatora artyleryjskiego Brytyjczyków, osiągając tutaj duże sukcesy. Drużyna sierżanta Kojiro zajęła punkt z dokumentami, zaś sierżant Mifune i jego żołnierze okupowali dalej las. Brytyjski Dingo kontratakował, ale nie wiele mógł zrobić umocnionej, japońskiej piechocie. Obie strony poniosły duże straty. Po naszej stronie mężnie walczyła nawet drużyna haubicy, wielkie zasługi miał też snajper.

Ostatecznie, po południu obie strony wycofały się. Na koniec bitwy deszcz praktycznie przestał padać dzięki czemu mogliśmy trochę osuszyć nasze rzeczy. Udało się zdobyć część dokumentów, ale straty jakie ponieśli Rosjanie były bardzo znaczące. Mam nadzieję, że jutro uda mi się wysłać tę relację do stacji telegrafu i że zostanie ona przesłana do Tokio.

Porucznik Kasai był bardzo zadowolony z predyspozycji swoich żołnierzy.

– Na tym kończy się relacja Toyotomi Hidedaty z tego dnia walk.
– Podziękujmy serdecznie profesorowi Dąb Kowalskiemu za tę arcyciekawą opowieść i miejmy nadzieję, że wkrótce ponownie się spotkamy.

Serdeczne podziękowania za grę dla Pawła, Michała i Adama. Jak zwykle spotkanie dostarczyło wiele wspaniałych wrażeń i przyjemności z gry.

Pierwsza bitwa w Bolt Action

– Dzień dobry, redaktor Marcin Nowak z tej strony, jest 5 minut po godzinie trzynastej, to jest program pierwszy Polskiego Radia, a moim i państwa gościem jest profesor doktor habilitowany Zygmunt Dąb – Kowalski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu im. Króla Jana Kazimierza.
– Dzień dobry Państwu.
– Panie profesorze, za kilka dni ukazuje się Pańska nowa książka, która bardzo szczegółowo opisuje wojnę polsko – japońską z lat 1940 – 1944 i wydarzenia z nią związane. Co więcej ukazać ma się od razu wszystkie pięć tomów, każdy po koło 800 stron. Dla zainteresowanych przebiegiem tego konfliktu będzie to na pewno niesamowita gratka.
– Mam taką nadzieję. Proszę pamiętać panie redaktorze, że w opracowaniu tej pracy, miało udział wielu wspaniałych naukowców, nie tylko z Uniwersytetu Jana Kazimierza, ale również Uniwersytetu Stefana Batorego. Staraliśmy się pokazać różne oblicza konfliktu, jego tło, warstwę polityczną, a także wojskową, zarówno na wysokim, jak i niskim szczeblu. Szczególną wartość wnieśli do niego profesorowie z uniwersytetów w Tokio, jak i Osace, dzięki którym mogliśmy dotrzeć do wielu japońskich źródeł tego jakże ważnego konfliktu.
– Konfliktu, który szczęśliwie jest dziś już tylko echem przeszłości…
– Tak, ja osobiście pamiętam tę wojnę jako dziecko, ale wśród ludzi powraca zainteresowanie tym konfliktem. Powstają nawet całe grupy rekonstrukcyjne, które odtwarzają walki na Uralu, czy bitwy tzw. małych flot na Morzu Kaspijskim. Co więcej robią to zaprzyjaźnione grupy zarówno z II Rzeczpospolitej jak i Cesarstwa Japonii.
– Wspomniał Pan Profesor o tym, że książka zawiera wiele japońskich źródeł, a także opisy nawet szczegółowych walk. Moglibyśmy uchylić rąbka tajemnicy przed premierą i poznać jakiś fragment?
– Jedną z ciekawszych moim zdaniem jest relacja, którą napisał korespondent wojenny dziennika Asahi Shimbun, Toyotomi Hidedata, a opisuje pierwsze starcie, w którym brał udział. Toyotomi przeżył wojnę, a jego wspomnienia, jak i korespondencje do redakcji są niesamowitym źródłem, które ułatwia poznawanie tego konfliktu.
– Nakreślmy młodym słuchaczom tło tej wojny. W 1933 roku po udanej interwencji w Niemczech i przyznaniu Polsce całego Śląska, Gdańska i Prus Wschodnich, wzrasta znacznie napięcie pomiędzy Polską, a ówczesnym Związkiem Sowieckim.
– Tak, rzeczywiście, ówcześni komuniści bardzo zaniepokoili się wzrostem znaczenia i potęgi Polski. Do kwestii niemieckiej doszło jeszcze powstanie pierwszych polskich kolonii. Marszałek Piłsudski jako jedno ze swoich ostatnich dzieł politycznych przed śmiercią nawiązał intensywne stosunki dyplomatyczne z Cesarstwem Japonii. To wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii sprawiło, że po śmierci Marszałka, gdy Sowieci zaatakowali Polskę, próbując wykorzystać zamieszanie, Cesarstwo Japonii wywiązało się ze swoich zobowiązań sojuszniczych i uderzyło na rosyjską Syberię. Później doszło do tzw. drugiej bitwy warszawskiej, w której dzięki wspaniałemu manewrowi gen. Kutrzeby udało się rozbić dużą część wojsk sowieckich, co odwróciło losy wojny. Do walki przeciwko Sowietom włączyły się kolejne kraje – Bałtowie, Rumunia, Finowie, nawet Turcja, a pod koniec wojny Brytyjczycy, którzy zajęli Murmańsk. Symbolicznym zakończeniem wojny było złapanie uciekającego w przebraniu kobiety Stalina, którego następnie przywiązano do 4 koni (dwóch polskich i dwóch japońskich) i rozdarto na kawałki, a kawałki te…
– Tutaj tylko uprzedźmy najmłodszych słuchaczy, żeby zatkali uszy…
– Tak… a kawałki te zmielono, zanurzono w gnojówce, nabito w armaty i wystrzelono w 4 strony świata. Dla bezpieczeństwa podobny los spotkał wszystkich sobowtórów Stalina.
– Do dziś kojarzymy również zdjęcie polskich i japońskich żołnierzy, którzy rzucają się sobie w ramiona na Uralu.
– Tak, to bardzo znane i bardzo wymowne zdjęcie. Niestety w ciągu następnych kilku lat oba państwa nie mogły dojść do porozumienia w kwestii wyznaczenia wspólnej granicy i stopnia autonomii stworzonych państw niezależnych, np. tatarów nadwołżańskich. Iskrą zapalną był tzw. incydent Astrachański, który doprowadził do wybuchu wojny.
– Możemy zatem poznać co opisuje Toyotomi Hidedata?
– Oczywiście. Proszę posłuchać.

– Nanoka, hazuki, roku imperialnego 1280 – czyli 7 sierpnia 1940 roku. Zdążyliśmy się już oswoić, że wojna z Polską jest faktem. Od dwóch dni mijały nas kolumny ciężarówek, sunących na linię frontu. Tutejsza ludność jest dosyć obojętna, mówią, że większość z nich stanowią Niemcy, których sprowadzili tutaj dawniej Rosjanie. Architektura przypomina trochę zdjęcia, jakie pokazywał mi kiedyś pułkownik Tojo, kiedy był z wizytą w Niemczech jeszcze przed wojną światową. Wczoraj dostaliśmy rozkaz aby wsiąść na ciężarówki i ruszyć w nieznanym mi kierunku. Porucznik Noriaki był dosyć milczący, nakazał mi tylko trzymać się w bezpiecznym miejscu. W ciężarówce zdążyłem napisać krótką relację dla Asahi, mam nadzieję, że będę miał jak ją wysłać. Pan Kasugawa mówił, że poczta będzie wysyłana pod koniec tygodnia. Tylko czy ja dożyję końca tygodnia?

W końcu wysiedliśmy z ciężarówek. Kolejne kilometry musieliśmy pokonać na piechotę. Okolica była wilgotna i im bliżej było świtu, tym bardziej podnosiła się mgła, która przesłaniała widoczność. Porucznik Noriaki  nakazał nam zachować ciszę i wypatrywać przeciwnika. Po pewnym czasie dobiegło do nas dwóch zwiadowców, którzy ogłosili, iż wypatrzyli na drodze między wzgórzami polską drużynę piechoty. Za wzgórzami znajdowała się niewielka wioska. Porucznik natychmiast kazał nam skręcić w lewo i ruszyć na przełaj przez pola. Zastanawiałem się, czy spotkamy się tylko z Polakami, czy napotkamy również żołnierzy Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego.

Pluton porucznika Kasai składał się z trzech drużyn, pierwszej drużyny piechoty sierżanta Nobunagi, drugiej drużyny piechoty sierżanta Mifune oraz drużyny grenadierów starszego sierżanta Kojiro. Zupełnie osobno operował nasz sanitariusz szeregowy Kurosawa, obserwator artyleryjski szeregowy Muraki, a także snajper starszy szeregowy Tagetto.

Idąc przez pola nasi żołnierze bardzo szybko dotarli do drogi, zostawiając po swojej lewej stronie wzgórza. Porucznik Kasai nakazał drużynie sierżanta Mifune osłonić naszą lewą flankę, zostawiając w centrum wsparcie grenadierów starszego sierżanta Kojiro, a także snajpera. Trzymałem się blisko naszego porucznika. W tym samym czasie sierżant Nobunaga przekroczył drogę i zajął budynek, który znajdował się po jej drugiej stronie. Był to niesamowicie odważny akt, wysunął bowiem żołnierzy sierżanta znacznie przed nasze pozycje.

Nagle usłyszeliśmy strzał z karabinów. To żołnierze Mifune otworzyli ogień do Polaków, którzy wcześniej blokowali nam drogę. Rozpoczęła się zacięta walka. Słaba widoczność uniemożliwiała jednak wszystkim ludziom na otwarcie ognia. W pewnym momencie usłyszeliśmy przeraźliwy gwizd. Porucznik krzyknął tylko Chikyū ni orosu! i wszyscy padliśmy na ziemię. Uratowałem w ten sposób życie. Okazało się, że na jednej z górek znajdował się obserwator artyleryjski Brytyjczyków, który skierował na nas ogień. Szczęśliwie obyło się bez strat, chociaż niektórzy żołnierze byli trochę zszokowani.

Prawdziwa bitwa rozpoczęła się koło domku, który dawniej należał do państwa Holtke, a teraz został zajęty przed drużynę sierżanta Nobunagi. Z mgły wyłonił się brytyjski Bren Carrier, który ostrzelał mury budynku. Wkrótce wyskoczyli z niego komandosi, którzy również otworzyli mocny ogień.

Rozpoczęła gwałtowna wymiana ognia. Wtedy zginął mój kolega, szeregowy Funaki, z którym jeszcze dzień wcześniej piliśmy sake i rozmawialiśmy o pięknie ukiyo-e, stworzonych przez Hokusaia. Sierżant Nobunaga był jednak twardym wojownikiem, potomkiem samurajów i jego drużyna skutecznie odpowiadała ogniem. Porucznik Kasai pomógł się otrząsnąć naszym ludziom i skierował grenadierów na skraj drogi, dogodną pozycję zajął również szeregowy Tagetto, który zabił jednego z brytyjskich komandosów. Szczęśliwie dla nas snajper brytyjski, który został w drugim budynku wioski nie zamierzał się stamtąd ruszać, podobnie jak drużyna polskiej piechoty, która pilnowała drogi między górami. Niestety z drugiej strony budynku Holtke pojawiły się kolejne sylwetki polskich żołnierzy. Wrogów przybywało…

Dom, w którym przebywała drużyna Nobunagi był pod bardzo ciężkim ostrzałem z różnych stron. Wtedy nieco z tyłu, z prawej strony usłyszałem bardzo charakterystyczny warkot silnika. Nareszcie! – krzyknął porucznik Kasai.

Na pole bitwy wjeżdżał czołg chorążego Mizushimy!

Mizushima nie zwlekając ruszył jak najszybciej się dało przez pola, ostrzeliwując teren dookoła stogów siana. Zaroiło się tam od Polaków, byli i snajper i karabin przeciwpancerny, drużyna piechoty, a nawet dowódca polskiego plutonu. Wszyscy oni zagrażali żołnierzom Nobunagi, dlatego porucznik Kasai zdecydował się rzucić czołg na naszą prawą flankę. Nie wiedziałem wtedy o tym od razu, ale jedna z naszych ciężarówek podwiozła również w pobliże 105 mm haubicę. Z powodu kiepskiej widoczności potrwało jednak trochę zanim otworzyła ogień.

Tymczasem grenadierzy zaczęli ostrzeliwać z naszych małych moździerzy Bren Carriera, nie czyniąc mu większych szkód, ale zmuszając do ruchu i skupienia na nich ognia. To odciążyło trochę sierżanta Nobunagę i jego ludzi. Pomagał im również szeregowy Tagetto, ściągając kolejnego brytyjskiego komandosa. Niestety ludzie Nobunagi również ponosili straty.

W tym samym czasie sierżant Mifune zdecydował się wysunąć nieco do przodu i otworzył ogień do brytyjskiego obserwatora artyleryjskiego, zabijając go na miejscu ogniem z rkm’ów. Za wzgórzem pojawiło się jednak kolejne zagrożenie, był to wóz rozpoznawczy Daimler, który wyjechał drogą za wzgórzami. Sierżant Mifune go dostrzegł i zameldował o tym porucznikowi Kasai.

Kule wyrywały całe fragmenty ścian domu państwa Holtke. Polacy próbowali wstrzelić się w niego moździerzem, ale bez skutku (do końca bitwy…) Brytyjscy komandosi, którzy oberwali mocno od Nobunagi i snajpera Tagetto rzucili się do ataku na bagnety, a raczej pistolety maszynowe. Na szczęście ich kule były niecelne za to nasi ludzie strzelali bardzo celnie. Atak został odparty, a drużyna przeciwnika zniszczona. Niestety wkrótce później przypadkowa kula zabiła sierżanta Nobunagę. Jego drużyna walczyła jednak nadal.

Wymiana ognia była przerażająca, chowałem się nisko jak mogłem. Bardzo imponowała mi postawa porucznika Kasai, który ani razu nie skulił się, tylko stał wyprostowany, kierując działaniami naszych żołnierzy. Snajper Tagetto przeszedł na naszą prawą flankę, w jego pobliżu stanął również obserwator Muraki, który próbował naprowadzić na cel naszą haubicę 105 mm. Widząc małą skuteczność tych starań chorąży Mizushima włączył wyższy bieg i z pełną prędkością podjechał do pola, ostrzeliwując snajpera i polskiego dowódcę ze wszystkich luf, niestety bez efektu. Tym śmiałym manewrem naraził się na wielkie niebezpieczeństwo, gdyż zaczął go ostrzeliwać polski karabin przeciwpancerny, a także brytyjski PIAT. Szczęśliwie bez powodzenia, a dobrą osłonę dawał mu nasz snajper, szeregowy Tagetto.

– Tutaj muszę przerwać na chwilę naszą opowieść – wtrącił profesor – pragnę tylko dodać, iż polski snajper, szeregowy Nowak, przeżył tę bitwę i dostał Virtuti Militari, będąc wielokrotnie pod ostrzałem japońskiego czołgu i snajperów, samemu zabił japońskiego obserwatora artyleryjskiego. Wróćmy jednak do relacji.

Tymczasem grenadierzy sierżanta Kojiro wstrzelali się w Bren Carriera swoimi moździerzami i spalili go. Nie było jednak czasu na radowanie się. Na naszych tyłach Daimler zaskoczył od boku obsługę naszej haubicy, zabijając kilku ludzi. Sierżant Mifune nie miał odpowiedniej broni, żeby zaszkodzić temu pojazdowi. Co więcej do ataku na bagnety poszła polska piechota, która uderzyła na dom Holtke. W załodze domu z 8 żołnierzy pozostało zaledwie połowa. Walka była zażarta, ale krótka, zginęło 3 Polaków i wszyscy nasi kompani. Polacy zajęli dom Holtke. Niedługo później ogień polskiego dowódcy i snajpera zabił szeregowego Tagetto jak również obserwatora Murakiego. Chociaż zadaliśmy przeciwnikowi duże straty, to porucznik Kasai uznał, że lepiej przerwać starcie i przegrupować nasze siły. Co prawda sierżant Kojiro twierdził, iż należało rzucić się do szarży, ale szczęśliwie dowodzący naszą dywizją generał Kuribayashi zabronił takiej taktyki i porucznik Kasai mógł się na niego powołać. Ostrzeliwując się z przeciwnikiem nasze siły wycofały się poza obszar wioski.

– Na tym kończy się ta relacja – rzekł profesor Dąb Kowalski. Jak słychać Hidedata jest bardzo szczegółowy w swojej relacji, jego relacje są bardzo pomocne w odtwarzaniu walk w tej wojnie. Dość powiedzieć, że to poranne starcie było tylko wstępem do dużej bitwy, która trwała następne trzy dni.
– Rozumiem, że w Pańskiej książce jest więcej takich relacji.
– Oczywiście.
– Niestety nas czas antenowy dobiega już końca, dziękujemy serdecznie Panu Profesorowi, zachęcamy do zakupu jego wspaniałej książki.
– Dziękuję państwu.
– Jest godzina czternasta, pora na wiadomości z kraju i ze świata, a potem zapraszamy do Studia Pińsk.

 


 

To była moja trzecia gra w Bolt Action. Ponieważ nasze armie są dosyć oddalone, zatem zdecydowałem się stworzyć taką opowieść z gatunku „historical fiction”, którą pewnie wykorzystamy w następnych bitwach. Dzięki temu możemy łatwo sobie wytłumaczyć boje różnych krajów, które ze sobą nie wojowały.

Serdeczne podziękowania dla Pawła i Michała ze wspaniałą grę. Obiecuję od czasu do czasu wrzucać kolejne relacje z bitew w Bolt Action, w który zacząłem grać dla relaksu, aby czasem spróbować coś innego niż najwspanialszy, niepowtarzalny i najlepszy Bogowie wojny – Lee 🙂